Marrené Waleria - Dzieci szczęścia - powieść

Dzieci szczęścia






— Dostrzegam tu po raz pierwszy jakieś dalekie podobieństwo.
— Do kogo?
— Do panny Marceli.
Podobieństwo to, nawiasem mówiąc, było czystem zmyśleniem.
Pan Hyacenty wytworzył je naprędce, ażeby odrazu i niby niechcący przystąpić do motywu zaproszenia, nie pytając się, ani żądając objaśnień.
W tem właśnie leżało jego mistrzowstwo.
Wymawiając imię Marceli, pilnie spoglądał nie na prezesa, ale w zwierciadło, w którem się twarz jego odbijała.
Ruchy tej twarzy były dla niego zrozumiałemi w najdrobniejszych szczegółach.
Jeśli nie chodziło o piękną pannę Sawińską, ten strzał chybiony do niczego nie obowiązywał i pozostawiał mu zupełną swobodę szukania w dalszej rozmowie tego, czego właśnie
od niego żądano. Nie omylił się jednak; dostrzegł w oczach prezesa te błyski, które zauważył już dawniej na zaręczynowym balu. Zrozumiał, że trafił odrazu.
— Biedna Marcela!
— pochwycił gospodarz domu — cóż się z nią dzieje?
Pan Hyacenty był w stanie dać na to pytanie wyczerpującą odpowiedź.
To też przez całe śniadanie, złożone z kilku dań, roztaczał malowniczo, z bogactwem niezmiernem szczegółów, nie wiedzieć gdzie pochwytanych, obraz położenia rodziny
Sawińskich, a szczególniej Marceli, która po śmierci ojca, była jej głową.
Prezes był zapewne uwiadomiony o zerwanem małżeństwie, bo nie okazał najmniejszego zdziwienia.
Nie oburzał się też na Czerczę. Może zbytecznie znał ludzi, by się czemu dziwić, nadto rozumiał położenie ludzkie, by się oburzać.
Dla niego fakt ten miał wielkie znaczenie; był mu po myśli, słuchał więc, nie wypowiadając zdania żadnego.
Przymrużone oczy nie schodziły z pana Hyacentego, chociaż najbystrzejszy badacz nie wyczytałby z jego twarzy tego, czego pokazać nie chciał.
— Ten Czercza mówią, to bardzo zdolny człowiek — rzucił obojętnie, nakładając sobie na talerz zimnego pasztetu.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>