Marrené Waleria - Dzieci szczęścia - powieść

Dzieci szczęścia





— On tego nie mógł uczynić. To byłaby nikczemność!
Stanisław się o to nie spierał. Nazwa rzeczy obchodziła go mało.
— To smutne dla Marceli i dla nas wszystkich — odrzekł tylko.
Potem dodał po namyśle.
— W położeniu Ryszarda brać żonę bez posagu byłoby szaleństwem.
Wiedziałem dobrze iż go nie popełni. Spodziewałem się tego, co się stało.
Więc to tak! — powtórzyła namiętnie Jadwinia.
Więc nie ma już na tym świecie ludzi zacnych, bezinteresownych, kochających prawdziwie?
Biedna Marcela!... A ten Ryszard... Ja go nienawidzę!
Mówiła to bezładnie, przez łzy, cisnące się do oczów.
Stanisław wzruszył ramionami.
— Jakie też z ciebie dziecko, Jadwiniu! Cóż chcesz: taki jest świat.
Każdy na jego miejscu uczyniłby to samo.
— Nie, nie ! — zawołała. — Ryszard jest nikczemnikiem!
— Jest tylko rozsądnym; nie chce brać na siebie obowiązków nad siły.
Gdyby był bogatym...
— To nie zmienia rzeczy. Nienawidzę waszego rozsądku, waszej logiki, waszej krwi zimnej. I ty — ty, bracie, pozwolisz, by taką krzywdę wyrządzono Marceli?
Patrzał na nią przez chwilę mglistemi oczyma.
— Cóż uczynić mogę?
Wzrok jego spotkał się z jasnemi, pałającemi w tej chwili źrenicami dziewczęcia.
— Mógłbyś ją pomścić przynajmniej. Po raz drugi wzruszył ramionami.
— O! gdybym ja była mężczyzną! — zawołała.
— To i cóż?
— Rzuciłabym w oczy Ryszardowi nazwę, na jaką zasłużył
— Gdybyś była mężczyzną, pojmowałabyś lepiej położenie.
— Więc myślisz, że każdy z was jest do niego podobny! Mylisz się, przysięgam.
— Lepiejbyś zrobiła — wyrzekł zniecierpliwiony — gdybyś nie mieszała się do rzeczy, których pojąć nie możesz.
Cóż u dyabła, czy życie jest poematem, jakim wymarzyły go wasze szalone głowy?
— O! ja wiem, żeś ty taki, jak Ryszard. Ja też nie uwielbiałam go nigdy, a dziś...
dziś nienawidzę go z całego serca.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>