Dzieci szczęścia





Człowiek ten, pomimo zapewnień, że niema sposobu zaspokojenia tego długu, dopóki nie uregulują się interesa, nie ustawał w swej natarczywości, zapewne w mniemaniu, że Sawińscy
mają ukryte pieniądze, które tą moralną torturą wydostanie. Ponawiał on niemal codzień swoje wizyty.
Jeśli mu nie otwierano, dzwonił, aż do zepsucia dzwonka; jeśli i to nie pomogło, czekał, upatrywał chwilę stosowną, wślizgiwał się drzwiami kuchennemi i zjawiał się przed
Marcelą, coraz bardziej impertynencki.
Na jego widok dumna panna zbladła. Rachunek obejmował tylko rzeczy, brane po Nowym roku, wynosił jednak blisko ośmset rubli.
Suknia Jadwini, od której ta się wypraszała, którą uważała za niepotrzebną, zajmowała w nim pozycyę stu pięćdziesięciu rubli.
Droższą jeszcze była suknia Marceli, a żałoba i niezbędne, jak uważała do niej przybory, dopełniały sumy ogromnej na dzisiejsze położenie.
— Jakże to będzie z tym rachunkiem? — zapytał szorstko inkasent, pokazując go znowu Marceli z rodzajem wyzwania.
— Mówiłam już panu...
— Co tu mówić!
— przerwał — tu płacić potrzeba. Kazano mi nie ustąpić, dopóki nie odbiorę pieniędzy.
— Gdybym mogła, nie potrzebowałbyś pan dwa. razy przychodzić.
— Tak każdy mówi.
Cóż to pani sobie myśli, że my darmo mamy lokal, panny, materyał...
— Ależ ja nie mami — zawołała.
Na twarz jej wystąpiły płomienne rumieńce.
Łzy rozpaczy i upokorzenia cisnęły się do oczów, a ona wstrzymywała je gwałtem.
— Nam nic do tego. To trzeba było sukien nie brać. Ja nie ustąpię.
— Jak pan śmiesz tak mówić — wmieszała się energiczna Jadwinia. — Ubierałyśmy się u was i płaciłyśmy rachunki regularnie od lat kilku.
— Ja tam nie wiem — próbował jeszcze podnieść głos inkasent.
— I pan i pana pryncypał wiecie o tem doskonałe.
Nikt przecież nie mógł przewidzieć nieszczęścia, jakie nas spotkało, jak pan nie przewidzi tego, co go jutro spotkać może.
Patrzyła na niego z takiem oburzeniem, iż spuścił wzrok, może odczuwając groźbę w tych ostatnich słowach.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>