Dzieci szczęścia





— Nazywasz się moim przyjacielem, to znaczy zapewne, że masz prawo dotykać najdrażliwszych przedmiotów, wypowiadać mi najprzykrzejsze rzeczy i badać najskrytsze uczucia?
— Takich praw nie mam i mieć nie chcę; przykrości nie zrobię ci nigdy, wiesz o tem dobrze — odparł Jerzy, w którego oczach zamigotało coś nakształt łez.
— Widzę, że cierpisz, że wszyscy są przeciwko tobie i sądziłem...
— Wszyscy przeciwko mnie! Tak!
Czytałem obelżywe myśli w oczach, obelżywe słowa na ustach ludzi, którzy wypowiedzieć ich nie mają odwagi, a z których każdy ma sumienie wytarte, jak kuchenna ścierka.
Wszyscy przeciwko mnie... dlaczego?
Mówił to z tłumioną wściekłością i jakby chcąc wywrzeć ją na czemkolwiek, gniótł w ręku gazetę leżącą na stole, nerwowym, namiętnym ruchem.
— Ludzie widzą fakta tylko, nie pobudki — szepnął Jerzy — a fakta oddały cię im na pastwę.
— Alboż fakta są w mojej mocy!
Alboż nie spadły one na mnie całym ciężarem, nie zmiażdżyły mi
serca? Ty jeden może wiesz, że inaczej postąpić nie mogłem.
Ty wiesz, jakiemi wysiłkami utrzymuję się na powierzchni tego marnego świata pozorów; wiesz, że sam jeden, bez pomocy, wybiłem się z uścisków nędzy, że pracowałem dnie i noce,
żyłem czarnym chlebem i tego nawet nieraz do sytości nie miałem.
Ty wiesz, ile wysiłków, pracy, upokorzeń kosztowało mnie zdobycie nędznego bytu; wiesz, że musiałem wejść w lichwiarskie szpony, z których dotąd wydobyć się nie mogę, ażeby
mieć narzędzia pracy, pokój do przyjęcia — pozory.
I w tem położeniu, ja, niepewny jutra, ja — skrępowany, miałem się ożenić z kobietą, nie mającą pojęcia o wartości pieniędzy, z kobietą, urodzoną, wzrosłą, wychowaną w
zbytku! Gdzieżbym ją pomieścił, jak utrzymał? Nie dość na tem: wraz z nią trzebaby było wziąć na siebie ciężar dwóch jeszcze egzystencyj, niezdolnych do samoistnego bytu.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>