Reklama:





Zapraszamy:





Dzieci szczęścia






Stanisław nie słuchał jej dłużej — był zgnębiony. Zastanawiał się nad losem własnym, nad nowemi jego trudnościami.
Od śmierci ojca głową rodziny był Ryszard, który wziął na siebie troski, zajęcia i wydatki chwili, Teraz on wycofywał się roztropnie ze zbyt uciążliwego położenia, które
spadało całym ciężarem na Stanisława.
Nad smutnym domem Sawińskich roztoczyła się dnia tego grubsza jeszcze żałoba.
Wieczór zapadał wczesny, ponury, a członkowie osieroconej rodziny zgubieni w wielkim apartamencie, którego zapomniano ogrzać i oświecić, zamknięci każdy z osobna w swojej własnej
boleści, spędzali straszne godziny, które na zawsze zostawiają ślad w życiu.
Jadwinia siedziała w pokoju siostry, owinięta grubym szalem, skurczona w rogu kanapy, nadsłuchując oddechu stłumionego Marceli, w którym zdawała się słyszeć niewyraźne
westchnienia.
Czasem podchodziła do niej na palcach, wówczas zdaleka
zdawało się jej widzieć błyszczące źrenice wśród śmiertelnie bladej twarzy, ale, gdy się zbliżyła, Marcela
przymykała powieki, udawała śpiącą, jakby lękała się ludzkiego głosu i chciała pozostać sain - na -sam ze swą boleścią.
Wówczas Jadwinia powracała, na swoje miejsce; na jej dziecinnej twarzyczce widniało postanowienie.
Jasne brwi były ściągnięte, wargi poruszały się, jakby coś mówiła sama do siebie. Układała w swej główce snać zamiary jakieś.
Zerwała się, zapaliła świece na biurku siostry. Pochwyciła ćwiartkę papieru i zaczęła coś pisać gwałtownie.
Był to list do Ryszarda.
Oburzenie jej było zbyt wielkie, zbyt młode, by nie wybuchneło słowem.
"Teraz już wiem wszystko — pisała — Marcela płacze dzisiaj, ale z pewnością w przyszłości błogosławić będzie nieszczęście, które uchroniło ją od związku z panem.
Opuszczając ją w podobnej chwili, okazałeś się pan nikczemnym.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>