Marrené Waleria - Dzieci szczęścia - powieść

Dzieci szczęścia





On zdejmował pierścionek i z bólem położył go przed nią, ale czynił to powoli, patrząc na nią, jakby rzeczywiście nie mógł oczów oderwać
— Sądziłem — wyrzekł —
iż rozstaniemy się inaczej.
Głos jego był zdławiony, jakby wychodził z rozbitej piersi. Sięgnął po kapelusz i oddalił się zwolna. Czekał, by go przywołała.
Nie uczyniła tego. Łkania rozsadzały jej piersi, wstrzymywała je tylko wysiłkiem woli. Gdy drzwi zamknęły się za nim, wybuchnęła dopiero.
Czy płakała za miłością i marzeniami swemi? Czy silniejszemi były uczucia serca, czy zraniona duma? Nie badała, nie wiedziała sama.
Ryszard musiał przechodzić cały apartament; służba była w rozprzężeniu, drzwi główne zamknięte.
Świadomy miejsca kierował się ku bocznemu wyjściu, gdy niespodzianie zaszła mu drogę Jadwinia.
Chciał ją minąć, zbyć zwykłem słówkiem, ale ona, chwytając go za rękę, zawołała:
— Panie Ryszardzie, ja muszę z tobą mówić! Podniósł na nią wzrok błędny.
W tej chwili
nie pojmował, czego żądać od niego mogła — czego mógł żądać ktokolwiek na świecie.
Potrzebował zostać sam - na - sam z bólem piekielnym, który tkwił mu w sercu, a którego on nie mógł spłakać, jak Marcela.
— Powiedz mi pan — pytała Jadwinia, niezważając na nic — jesteśmy zrujnowani: wszak prawda? Ja to widzę, choć mi nikt nie mówi.
Skinął głową; nie mógł przeczyć, ani zdobyć się na słowo. Dziewczyna mówiła dalej.
— O tem właśnie z panem pomówić chciałam.
— Ze mną?
— Tak, chciałam poradzić się. Och! ja ciągle myślę, co ze mną będzie. Staś ma swój urząd; zresztą on mężczyzna, radzić sobie powinien. Marcela pójdzie za mąż, ale ja?...
Oczekiwała rady, jak od przyszłego szwagra, od głowy domu. On milczał, może nie wiedział nawet, co do niego mówiła.
— Cóż jabym robić mogła — spytała zniecierpliwiona — dopóki także za mąż nie pójdę?
Wspomnienie o małżeństwie, dwa razy powtórzone w tej właśnie chwili, było tą kroplą, co przepełnia czarę.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>