Marrené Waleria - Dzieci szczęścia - powieść

Dzieci szczęścia





Blade róże, wpięte we włosy, zwieszały swe pączki
i liście na ramiona, podobne do lekko zabarwionego alabastru, mieniącego się odbłyskami muszli perłowej.
Zarówno, jak włosy, twarz miała wolną od pudru, który mógł tylko skazić jej białość. Piękność jej nie potrzebowała dodatków żadnych, jak nie lękała się światła.
Spokojna, uśmiechniona, podobną była do wieszczki, królującej w zaczarowanej krainie woni i zbytku.
Ubrana zupełnie jaż o w pół do dziesiątej, pomimo wczesnej godziny, wchodziła do pokoju siostry.
Jadwinia miała wprawdzie ufryzowaną głowę, miała nóżki obute w różowe jedwabne pończoszki i różowe pantofelki, miała nawet na sobie z jedwabnej gazy spódniczkę, tylko,
zamiast stanika, narzucony był na ramiona batystowy kaftanik.
— Cóż się to stało? — zawołała zdziwiona Marcela.
— Widzisz, Marcelko, stanik był zaciasny, posłałam go do magazynu.
— Można go było włożyć — wtrąciła panna Matylda, która z powagą swego urzędu prezydowała w ubieralni — ale panna Jadwiga nie chciała pozwolić przysznurować gorsetu.
— Marcelko, ja nie mogę być ściśnięta; nie miałabym żadnej przyjemności — tłómaczyła się Jadwinia. — Ja się tak będę bawiła!
— Trzeba było wcześniej o tym staniku pomy-
śleć. Pamiętaj, że w domu własnym panna spóźnić się nie może.
— Ob!
jeśli tylko o to idzie, pozwól mi włożyć niebieską sukienkę, a wnet będę gotowa... Świeżuteńka!
— Suknia wełniana! Co też tobie do głowy przychodzi!
— rzekła zgorszona tą samą myślą Marcela. — Któż widział na bal kłaść suknię wełnianą!
— Zaręczam ci, tańczyłabym w niej tak samo. Pozwól tylko, a zobaczysz.
— Moja Jadwiniu, czyż nie rozumiesz, co strój znaczy dla kobiety?...
— A te, co nie mają za co stroić się?
— Te — odparła z wyrazem litośnego ubolewania Marcela — bądź pewna, że zawsze przyćmione zostaną.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>