Marrené Waleria - Dzieci szczęścia - powieść

Reklama:





Zapraszamy:





Dzieci szczęścia






A Lucyna dodała półgłosem:
— Ob! napłakałam ja się, napłakałam! A wszystko daremnie.
Chciała coś dalej mówić, ale siostra spojrzała na nią ostro, więc umilkła zmieszana.
Być może, iż Prakseda miała słuszność w tem, co mówiła; Jadwinia nie była zdolna tego ocenić.
Świat, do którego weszła nagle, nie był jej światem; raził ją każdą rzeczą, był dla niej tak wstrętny, iż dławiła się jego atmosferą.
A przytem bolało ją to, że do niego przywyknąć nie mogła.
Czuła się rozpieszczonem dzieckiem zbytku, z którego tradycyą napróżno zerwać usiłowała; czuła się skutą ze swoją przeszłością tysiącem pajęczych nici, które zrosły
się z jej istotą.
W milczeniu podniosła się od stołu.
— Czemuż pani nie jesz? — zawołała Prakseda — to także głupstwo. Do śniadania dwanaście godzin czekać potrzeba.
— Głowa mnie boli, jeść bym nie mogła — wyjąkała.
Nie kłamała wcale: nerwowa jej natnra była rozstrojona do najwyższego stopnia.
Zasunęła firankę od alkowy i rzuciła się na łóżko, tłumiąc łkania w poduszce.
Panna Prakseda popatrzyła na nią przez chwilę, potem ściągnęła brwi z niezadowolenia i rzekła do siostry:
— Tak się rozpacza tylko za kochankiem.
To jakaś zbytnica; całe życie widać trawiła na strojeniu się, i do tego nic jej nie smakuje. Do bażantów chyba i ciast przywykła.
Ot narobiłyśmy sobie z tą dziewczyną biedy; trzeba się pilnować.
I pilnowała się też, pilnowała.
W nocy nieraz podnosiła się z posłania i obchodziła mieszkanie, oglądając drzwi, okna, firanki, czy przez nie jakieś sygnały dawane nie były, a nazajutrz od rana usiadła w oknie
od dziedzińca i przypatrywała się ruchowi lokatorów, bo podejrzewała, że wśród nich spostrzeże jakąś twarz nową.
Kamienica zachowała swój zwykły pozór: kucharki biegły z koszykami do miasta, czasem zatrzymywały się i rozprawiały pomiędzy sobą.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>