Reklama:





Zapraszamy:





Dzieci szczęścia





Tak pozostały czas jakiś, przytulone jedna do drugiej, złączone sercem, choć rozbiegały się ich myśli. I tylko z piersi młodszej wybuchały jeszcze chwilami przycichające łkania.
Czy Marcela była winną, czy niewinną, ona ją kochała i nie chciała sądzić. Ale obietnicy, danej Gustawowi, musiała dotrzymać.
Jadwinia oka nie zmrużyła tej nocy.
Parę razy podnosiła się i, stąpając cicho po kobiercu, zaścielającym sypialnię, przypatrywała się siostrze przy świetle nocnej lampy.
Potem jej załzawione źrenice obiegały sprzęt każdy, każdy drobiazg tego wykwintnego pokoju, które migotliwe światło wydobywało z pół cienia, odbijając się koleją w srebrnych
miednicach, kubkach, świecznikach i kryształach, stojących na toalecie!
Nazajutrz Marcela jeszcze spała, gdy Jadwinia wyszła. Nie zdziwiło jej to; tak zdarzało się nieraz.
Niepokoić się zaczęła dopiero, gdy nadeszła godzina
obiadowa, a ona nie wróciła. Nad wieczorem przyniesiono jej list.
Poznała pismo, rozerwała kopertę i czytała z szeroko otwartemi oczyma:
"Moja najdroższa Marcelko! ze łzami piszę do ciebie.
Daruj mi to, co uczyniłam, ale tak dłużej być nie mogło. Ja ci nic nie wyrzucam; zapewne postąpiłaś tak, jak musiałaś.
Ja cię nie chcę sądzić, a przecież w domu niepodobna mi pozostać.
Nie troszcz się o mnie: nauczyłam się już tyle, iż sama sobie radę dać powinnam; choćbym tego jednak nie potrafiła, przysięgam, iż grosza od ciebie nie przyjmę.
Nie staraj się mnie znaleźć: to byłoby daremne. Na czas jakiś rozstać się musimy, chociaż ja kocham cię bardzo, bardzo, jak dawniej i zawsze kochać będę.
Przebacz mi i kochaj także.
Jadwiga".
Przeczytawszy, Marcela zadzwoniła gwałtownie.
— Kto przyniósł ten list?
— Posłaniec.
— Gdzie on jest?
— Odszedł zaraz.
— A panna Jadwiga kiedy wyszła?
Nikt nie otwierał drzwi, nikt nie odprowadzał.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>