Dzieci szczęścia





Fakta potępiające były tak widoczne, iż daleko mniejsza liczba mogłaby odebrać dobrą sławę młodej, pięknej, bezbronnej kobiecie.
Marcela nie domyślała się burzy, jaka nad nią zawisła. Z powodu grubej żałoby, nie wychodziła nigdzie.
Zdrowie jej było wątłe, podobna do egzotycznego kwiatu; nie mogła znieść zmiany warunków bytu: przejścia bolesne zostawiły jej nerwową drażliwość.
Nie mając powozu, nie wychodziła zupełnie, nie miała zatem sposobności wywołać swoim ukłonem rumieńca wstydu na lica pani Mulskiej, ani spotkać piorunującego spojrzenia sędziny.
Cały dzień spędzała w swoim buduarze, na otomance, przy której zielonawym błękicie, tak ślicznie odbijały jej włosy i twarz coraz bielsza.
Czuła się bardzo osamotnioną.
Wizyty kondolencyjne ustały nagle.
Kilka razy tylko zameldował się pan Hyacenty, lub który z młodzieży, ale ponieważ bywali oni dotąd na stopie etykietalnej w domu Sawińskich, nie zostali przyjęci.
Prezes tylko przyjeżdżał teraz codzień po obiedzie, bawił krócej lub dłużej, czasem nawet wypił z Marcelą filiżankę herbaty.
Przywoził jej ulubione kwiaty, nowe
książki, nadewszystko poezyę, które lubiła. Były to małe przysługi, które śmiało przyjmować mogła.
Przyjaźń dawała do nich prawo, a prezes mienił się jej przyjacielem i wzajem pozyskał jej przyjaźń, cokolwiek zaś kryć się mogło po za tem uczuciem z jednej i z drugiej skony,
nie zostało jeszcze wypowiedziane. Być może, iż kobieta łudziła się, albo też łudzić się chciała pod tym względem.
Co do prezesa, ten nie łudził się wcale.
Wiedział wybornie, do czego dążył; wiedział, że wybiera drogę długą, ale pewną. Przytem dla niego ta spóźniona sielanka — miała dziwny urok.
Łatwe miłostki miał na zawołanie, tutaj nęciło go coś więcej. Marcela podobała się szalenie temu człowiekowi czynu, zarówno z wad, jak i z przymiotów swoich.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>