Marrené Waleria - Dzieci szczęścia - powieść

Reklama:





Zapraszamy:





Dzieci szczęścia





Wszak żałowałeś nieraz, iż Staś prawnikiem nie został; mówiłeś, że potrzebujesz pomocy, że twojej klienteli wystarczyć nie jesteś w stanie...
— Jak ty to pamiętasz...
proszę, proszę...
— Otóż, gdyby pan Ryszard był twoim synem... Umilkła zarumieniona, a ojciec mówił znowu,
może trochę smutnie.
— A więc, jak widzę, ułożyliście to już pomiędzy sobą.
Biedny Melchior, nie mógł mieć szansy żadnej; powiem mu, że propozycya jego przyszła nie w porę; była spóźnioną, to może zmniejszy przykrość odmowy.
Marcela zapomniała już o starym zalotniku, myśl jej biegała gdzieindziej; zdawała się zapominać o tem, co ją otaczało, nawet zapominać o obecności ojca.
— Powiedz — wyrzekł znowu Sawiński przyci-
szonym głosem, bo pojmował snadź niedyskrecyę swego pytania — więc ty go kochasz?
Zarumieniła się zrazu, jak szesnastoletnia dzieweczka i zamiast odpowiedzi spuściła głowę, ale po chwili podniosła ją i rzekła z pewną stanowczością.
— Gdybyś uważał to małżeństwo za niestosowne, zrzekłabym się go bez wahania; ale wszakże jedyna to możliwa partya, jaka mi się zdarzyła, bo pana Melchiora nie liczę.
Czercza nie zadawalnia mojej miłości własnej, marzyłam o czem innem, przyznaję, ale czuję, iż będę z nim szczęśliwą.
Nie było to wyznanie namiętnej kochanki, lecz kobiety, która obrachowała wszystko, co za i przeciw powiedzieć można, a na szalę kładła też i własną skłonność.
Być może, iż czuła się upokorzoną tem, że nie zdobyła sobie człowieka, coby jej mógł ofiarować los wyjątkowy.
Chciała więc przynajmniej pokryć swą porażkę miłością, którą Ryszard wzbudzić miał prawo. Być może, iż rok lub dwa przedtem byłaby go odrzuciła.
Dziś trafił na stosowną chwilę.
Wiadomość o małżeństwie swej córki, Sawiński urzędownie zakomunikował kolegom i znajomym.


<<Poprzednia 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 | 30 | 31 | 32 | 33 | 34 | 35 | 36 | 37 | 38 | 39 | 40 | 41 | 42 | 43 | 44 | 45 | 46 | 47 | 48 | 49 | 50 | 51 | 52 | 53 | 54 | 55 | 56 | 57 | 58 | 59 | 60 | 61 | 62 | 63 | 64 | 65 | 66 | 67 | 68 | 69 | 70 | 71 | 72 | 73 | 74 | 75 | 76 | 77 | 78 | 79 | 80 | 81 | 82 | 83 | 84 | 85 | 86 | 87 | 88 | 89 | 90 | 91 | 92 | 93 | 94 | 95 | 96 | 97 | 98 | 99 | 100 | 101 | 102 | 103 | 104 | 105 | 106 | 107 | 108 | 109 | 110 | 111 | 112 | 113 | 114 | 115 | 116 | 117 | 118 | 119 | 120 | 121 | 122 | 123 | 124 | 125 | 126 | 127 | 128 | 129 | 130 | 131 | 132 | 133 | 134 | 135 | 136 | 137 | 138 | 139 | 140 | 141 | 142 | 143 | 144 | 145 | 146 | 147 | 148 | 149 | 150 | 151 | 152 | 153 | 154 | 155 | 156 | 157 | 158 | 159 | 160 | 161 | 162 | 163 | 164 | 165 | 166 | 167 | 168 | 169 | 170 | 171 | 172 | 173 | 174 | 175 | 176 | 177 | 178 | 179 | 180 | 181 | 182 | 183 | 184 | 185 | 186 | 187 | 188 | 189 | 190 | 191 | 192 Nastepna>>